Home

Wydania Polregio !

Wydanie Kongresowe

 

informacje


Kursy NBP z 17-04-2015
walutaskupsprz. 
gokarty warszawa

Sonda

Jak oceniasz nasz portalik?
 
 
Zawsze byłem językoznawcą dla ludzi - prof. Jan Miodek laureat nagrody Polonicus 2015 PDF Drukuj Email
Autor: Agata Lewandowski   
Poniedziałek, 13 Kwiecień 2015 19:00


Z profesorem Janem Miodkiem - dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, popularyzatorem wiedzy o języku polskim prowadzącym program telewizyjny Słownik polsko@polski - rozmawia Agata Lewandowski

 

Przed kilkoma laty prowadził Pan program Ojczyzna-Polszczyzna. My, Polacy za granicą, kiedy spotykamy się ze sobą poza krajem, zdajemy sobie sprawę, że to właśnie język definuje nasze poczucie polskości.

Profesor Jan Miodek: Tak, to rozumie się lepiej, mocniej właśnie za granicą. Przeżywa się tę „ojczyznę-polszczyznę” bardziej uczuciowo „z oddali”, nawiązując do książki Jana Nowaka Jeziorańskiego o tym samym tytule. I tę tożsamość, którą tak pięknie wymyślił Julian Tuwim w słowach „ojczyzna-polszczyzna” w wierszu Zieleń. Władysław Stecewicz – pomysłodawca programu emitowanego w latach 1987-2007, świetnie wykorzystał tę zbitkę wyrazową z wiersza Tuwima, która oddaje istotę rzeczy. Ja wymyśliłem czołówkę muzyczną, którą był znany fragment chopinowski.

Kiedy odbierałem nagrodę zasłużonego dla Polonii i Polaków za granicą rok temu w Zamku Królewskim w Warszawie, podkreślałem wielokrotnie: Rodacy drodzy, mówcie do swoich dzieci w domu po polsku! Te dzieci są i tak sto razy lepsze językowo od rodziców, bo dziecku wystarczy tydzień w piaskownicy z Niemcami, Anglikami czy Francuzami, żeby zacząć mówić w językach swych kolegów, nie zabierajcie im kapitału, jakim jest język matki, ojca, również ze względów czysto praktycznych, bo przecież to jest kapitał na przyszłe życie, może nawet zawodowe. Jeżeli oni będą mówić dodatkowo po polsku, to będą mieli atut w miejscu pracy, będą mogli być reprezentantami swojej firmy w Polsce. Rzadko się zdarza, by Polacy za granicą nie mieli rodzin w Polsce i – niestety kiedy przyjeżdżają do kraju swoich przodków– okazuje się, że dzieci mówią tylko po niemiecku czy angielsku. Bardzo cierpią na tym ich relacje z dziadkami, kiedy nie ma porozumienia językowego.

Mógłby Pan jako językoznawca polecić metody, w jaki sposób zachęcić młodego człowieka za granicą do nauki tak trudnego języka, jakim jest polski?

Przede wszystkim musimy obalić mit, że polski jest językiem trudnym, bo nie ma języków trudnych i łatwych. Każdy język ma swoje łatwiejsze i trudniejsze pola. Polszczyzna nie jest wyjątkiem, nie jest ani wybitnie trudna, ani łatwa, to „przeciętny” indoeuropejski język. Jeżeli porównamy polszczyznę z angielszczyzną, to na łatwiejsze nauczenie się podstawowego poziomu języka angielskiego – szybkie i płytkie, wpływa brak fleksji, czyli systemu odmiany przez przypadki. Natomiast potem badacze stwierdzają, że na wyższym poziomie edukacji językowej angielski jest o wiele trudniejszy od polskiego.

Nigdy nie czułem się dobrze jako metodyk nauczania, natomiast zawsze wierzyłem w intuicję. Jestem z natury intuicjonistą. Jeśli w programie Słownik polsko@polski, nadawanym od 2009 roku, coraz częściej mamy połączenia ze szkołami polskimi za granicą, to znaczy, że zainteresowanie wśród tamtejszej młodzieży językiem polskim jest coraz większe, co mnie bardzo cieszy.

W Polsce mam najlepszy przykład: moi sąsiedzi – małżeństwo polsko-amerykańskie mają dwie córeczki. Mama Polka mówi z dziećmi tylko po polsku, tata Amerykanin – tylko po angielsku i te dzieci są idealnie dwujęzyczne. Córka znajomej, zamieszkała w Szwajcarii, mówi do swoich dzieci po polsku, a jej mąż po niemiecku i jest to samo. Do takiej postawy Polaków rozsianych po świecie zachęcam. Trzeba pamietać przy tym, że Polacy, którzy wyjechali za granicę w wieku 20-25 lat, nie osiągną takiej perfekcji języka obcego jak ich urodzone tam dzieci.

Pan jest również osobą dwujęzyczną – biorąc pod uwagę, że jest Pan Ślązakiem?

Na tę gwarę mogę przejść w każdej chwili, chociaż czasem już nie jestem pewny, kiedy proszą mnie o dokładne przetłumaczenie czegoś, ale spontanicznie mówię po śląsku bez problemu.

Lubi Pan swoją dwujęzyczność?

Powołam się na największego uznawanego w literaturze Niemca – Johanna Wolfganga Goethe, który powiedział, że ile znasz języków, tyle razy jesteś człowiekiem. Granice mojego języka są granicami mojego świata – powiedział z kolei Ludwig Wittgenstein – wielki filozof języka. Znając obcy język, przekraczamy granice świata i to jest coś wspaniałego. Te konfrontacje polsko-innojęzyczne są często w obrębie jednej rodziny językowej niezwykle ciekawe. I bardzo się cieszę, że za kilka tygodni znajdę się w tej sali w Ratuszu w Akwizgranie (Aachen), w której przed kilkunastoma laty odbierał Nagrodę Europejską Vaclav Havel, ponieważ to on jest moim mistrzem duchowym. Czytam jego "Siłę bezsilnych", która w oryginale jest "Mocą bezmocnych" i tak sobie myślę: jakie to jest cudowne - my mamy moc i ktoś może być wszechmocny, ale może być tylko bezsilnym. Dlatego tę "moc" przetłumaczono z czeskiego na "siłę". W języku ukraińskim szpital to lekarnia, a w rosyjskim – bolnica, co znaczy, że Ukraińcy eksponują w tej sytuacji lekarza czyli tego, który przychodzi z pomocą, a Rosjanie – ból czyli chorobę.

Nasz poczciwy ołówek, który sprawia największe problemy Niemcom – co sprawdziłem jak byłem lektorem języka w Muenster - skonfrontowany z Bleistiftem ukazuje dwa typy języka. Język polski jest raczej ekonomiczniejszy, bo z ołowianego sztyftu robi ołówek, a niemiecki jest bardziej precyzyjny, ponieważ łączy bezpośrednio ołów ze sztyftem. Fascynująca konfrontacja!

Zanim został Pan językoznawcą, chciał Pan być dziennikarzem.

Media zawsze na moją wyobraźnię mocno działały. Za swoich mistrzów słowa uważam tych, którzy docierali do mojego zmysłu słuchu. Niedawno Polska żegnała nestora, legendę polskiego sprawozdawstwa sportowego, Bohdana Tomaszewskiego. Był on moim mistrzem od czasów mojego dzieciństwa i pozostał do swoich ostatnich dni. Żył prawie sto lat, bo 94, przyjaźniliśmy się i często do siebie dzwoniliśmy, prowadząc pogawędki na temat języka. Za młodu chciałem zostać dziennikarzem radiowym, potem kiedy rodzice w 1961 roku kupili telewizor, to marzenie zostało niejako postanowione. Nie chwaląc się, miałem z wszystkich przedmiotów dobre oceny, a pod bokiem, obok moich rodzinnych Tarnowskich Gór, były Gliwice z politechniką i Zabrze z medycyną, a ja wybrałem studia humanistyczne – i to we Wrocławiu, z postanowieniem, że po nich zostanę właśnie dziennikarzem. Ale po drodze zdarzyli się nauczyciele językoznawcy, którzy mnie przekabacili na swoją stronę, jeśli chodzi o wybór specjalności magisterskiej. Profesor Stanisław Rospond, z podszeptu moich nauczycieli akademickich zostawił mnie u siebie, czyli w Katedrze Języka Polskiego. Jako 22-letni stażysta objąłem też wtedy rubrykę językową we wrocławskim „Słowie Polskim”, którą cotygodniowo prowadzę do dziś. Byłem wykładowcą, który miał swoje obowiązki dydaktyczne na uniwersytecie, zrobiłem doktorat i habilitowałem się, ale jednocześnie stałem się „językoznawcą dla ludzi”. W 1987 roku w Świdnicy na Święcie Słowa wypatrzył mnie wspomniany Władysław Stecewicz i zaproponował udział w programie Ojczyzna-Polszczyzna, emitowanym przez dwadzieścia lat w „Dwójce”. A potem zgłosili się Darek Dyner i Witek Świetnicki i jako spółka autorska zaproponowali mi Słownik polsko@polski>, który realizujemy od 6 lat dla Telewizji Polskiej. Tak w skrócie przedstawia się moja droga od Tarnowskich Gór przez językoznawstwo do dziennikarstwa, które spełniło się jako marzenie, bo od razu była praca w gazecie, a potem – w radiu i telewizji.

 

Co Pana razi najbardziej we współczesnym języku polskim?

Najbardziej mnie martwi, że polskie społeczeństwo jest bardzo podzielone politycznie. I ta wzajemna niechęć jest coraz silniejsza, stąd agresja językowa w rodzinach lub nakierowana na nieprzyjaciół. To bardzo smutne. Nie ubolewam nad potocyzacją języka, ponieważ zawsze powtarzam, że bez form potocznych można by zwariować w życiu codziennym, ale ludzie nie mają wyczucia, że w oficjalnej sytuacji komunikacyjnej nie wypada się wkurzać, opierdzielać kogoś, mówić o mężczyźnie, że to jest facet. Ten facet nie jest wprawdzie wulgarny, ale potoczny i ubolewam, że on wchodzi do oficjalnej polszczyzny. Są też wyrazy „modne”. Jak przed kilkoma laty Polacy uczepili się wyrazu ciężki, to zapomnieli, że coś może być trudne, niełatwe, skomplikowane, wszystko teraz jest więc ciężkie. Ktoś kiedyś w programie telewizyjnym zakończył swoją wypowiedź długim taaak i teraz wszyscy to powtarzają. Nie ma nic gorszego niż wyrazy „modne”, bo one zabijają to, co nazywam najcudowniejszą cudownością języka, czyli formy wariantywne. Ale ze spokojem przyjmuję te zmiany, ponieważ biorąc pod uwagę 38 milionów Polaków w Polsce i 17 milionów Polaków za granicą, należymy do czołówki języków na świecie.

Co jest wyjątkowo pięknego w polszczyźnie?

Każdy język jest piękny, ponieważ stanowi istotę człowieka, jako forma myśli. To nasze człowieczeństwo, nie ma innego zjawiska fizjologicznego, które by odróżniało od zwierząt. Przez język poznajemy świat. To fenomen, dany nam czy przez naturę, czy przez Pana Boga – nie chcę w to głębiej wchodzić, aby nie ranić czyjś przekonań. To cud, który psycholog i językoznawca niemiecki Walter Porzig nazwał Wunder der Sprache. Język jest cudem w życiu każdego z nas.

Kiedy wypowiada się Pan na temat języka polskiego, brzmi to tak, jakby Pan był w nim zakochany.

Wszyscy mi to mówią, za co serdecznie dziękuję. Dziękuję Panu Bogu, że mnie takim stworzył, bo gdybym "przynudzał", to bym nie mógł tego robić, co lubię. Powiem nieskromnie: wiem, że mnie studenci lubią, ponieważ po wejściu do Unii musieliśmy na Uniwersytecie Wrocławskim poddać się ocenie studentów i ich opinia była rozczulającą, największą radością u schyłku kariery akademickiej, bo nieuchronnie zbliżam się do jej końca czyli przejścia na emeryturę.

Z naszych wcześniejszych rozmów wynika, że lubi Pan też język niemiecki?

Jest mi on najbliższy z języków zachodnich. Nie jestem żadnym poliglotą. Nie uczyłem się języka niemieckiego w szkole, ponieważ na Górnym Śląsku do 1989 roku działało zarządzenie, zabraniające nauki języka niemieckiego, więc prywatnie chodziłem przed maturą na lekcje, a potem miałem już lektorat na studiach. Natomiast latem 1975-1977 byłem lektorem języka polskiego na Uniwersytecie Wilhelma w Wesfalii. Stąd moje cieplejsze relacje z kolegami z Niemiec, a szczególnie ze Slavisch-Baltisches Seminar, Bispinghof 3A - adres do dziś pamiętam doskonale, ponieważ okazali mi oni wtedy bardzo dużo serca.

Jakie są podobieństwa w naszych językach – polskim i niemieckim?

Od Portugalii po Indie wszyscy jesteśmy z jednego praindoeuropejskiego pnia i to nie jest przypadkowa zbieżność naszego brata i niemieckiej formy Bruder, niemieckiej Schwester i naszej siostry, polskiego leżeć i niemieckiego legen, polskiego domu i niemieckiego Dom, teraz w użyciu jako katedra. Tylko nie praindoeuropejczykami w Europie są Finowie, Węgrzy i Estończycy. To są ludy ugrofińskie, a i jeszcze Baskowie nie są indoeuropejscy. Niemiecki jest językiem naszego najbliższego sąsiada, w związku z czym powinowactwa językowe są wielkie. Wprawdzie my należymy do słowiańskiej grupy językowej, a Niemcy – do germańskiej, w której jest też angielski, ale nasze języki są sobie bliskie ze względu na nasze wspólne zaplecze historyczne.

Jak utrzymać kulturę języka polskiego żyjąc za granicą?

Bardzo szanuje wszystkich Polaków, mówiących po polsku za granicą, ale muszę przyznać, że najpiękniej mówi stara Polonia – ludzie, którzy są tam niekiedy od czasów drugiej wojny światowej i ci, którzy wyjechali 20-30 lat temu, ponieważ ich polski nie ma naleciałości obcojęzycznych. Natomiast śmieszą mnie tacy, którzy wyjechali 2-3 lata temu i na siłę próbują sobie stworzyć fonetykę angielską czy niemiecką, a pokazując na młotek czy okno pytają: jak to się u was na to mówi. Udają, że zapomnieli słów typu – podłoga, sufit.

Ważne, żeby nie mieszać języków, ale jest to z drugiej strony zasadne, bo dzieci znajomych w Niemczech jak im ucieknie słowo potrafią powiedzieć, że coś jest rotowe czerwone, albo grinowe zielone, czyli do podstawy leksykalnej niemieckiej doczepiają formy gramatyczne polskie. Znam to od dzieciństwa, ponieważ pochodzę z Górnego Śląska, związanego językowo z Niemcami. Kiedy byłem bajtlem 7-letnim, zaczynaliśmy mecz od wilowania to znaczy z niemieckiego sich weahlen wybierania drużyny, potem Ball (piłkę) ustawiliśmy na micie (środku), zachęcaliśmy się do krycia okrzykiem dekuj go (kryj) i do tego graliśmy w kiepki, czyli w główki”.

Jeżeli Polacy w Niemczech mają dostęp do polskiego radia i telewizji, to warto, żeby ją oglądali. Warto być na bieżąco z literaturą, czytać nowości wydawnicze, żeby znać zmiany, zachodzące w polskiej mowie. Język Prusa, Sienkiewicza czy Orzeszkowej jest piękny, ponieważ to polszczyzna najwyższej próby, ale warto też czytać współczesnych autorów i dobrą prasę, na przykład tygodniki, żebyw ten sposób zachować ten kontakt. Będziemy wtedy z polszczyzną za pan brat.

Zapomniał Pan dodać, że język polski możemy doskonalić go przez oglądanie Słownika polsko@polskiego w Telewizji Polonia...

Ja tego nie powiedziałem – uśmiecha się profesor Jan Miodek – ale na koniec wywiadu chciałem serdecznie po polsku pozdrowić wszystkich Polaków za granicą i do zobaczenia w Akwizgranie.

Rozmawiała Agata Lewandowski

 

Zmieniony: Poniedziałek, 13 Kwiecień 2015 22:14
 
SLUBFURT JEST COOL! - krótki poradnik życia studenckiego na Uniwersytecie Viadrina PDF Drukuj Email
Autor: Zuzanna Lewandowski   
Środa, 08 Kwiecień 2015 10:22
Miasto studenckie Frankfurt nad Odrą
 

Znajdujemy się właśnie w sercu handlu polsko-niemieckiego. Granica Slubfurt, czyli Frankfurtu nad Odrą i Słubic, to centrum zakupów słynnej z dobrej jakości niemieckiej chemii i niezwykle taniego polskiego tytoniu. Niewiele ludzi wie, że są to również dwa studenckie miasta. Z całego świata przybywa tu masa studentów, żeby móc „pobierać nauki”, prawie jednocześnie po obu stronach Odry. Mamy tu nie tylko jeden „Uniwerek”, ale nawet dwa! Po niemieckiej stronie – Uniwersytet Europejski Viadrina, we Frankfurcie nad Odrą, a po słubickiej stronie – Collegium Polonicum, placówkę dydaktyczno-naukową Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza z Poznania. Dzieli je jedynie most, który dziś  już jest tylko mostem, a nie granica z długimi kolejkami i męczącymi kontrolami. Zresztą codziennie chodzimy tym mostem i chyba go lubimy, a na pewno jesteśmy do niego miło przyzwyczajeni.

Zmieniony: Poniedziałek, 13 Kwiecień 2015 18:59
Więcej…
 
Gala Polonicus 2015 już 2 maja w Aachen PDF Drukuj Email
Autor: Wiesław Lewicki   
Poniedziałek, 09 Marzec 2015 09:42

Uroczysta Gala z okazji Dnia Polonii zaplanowana jest na 2 maja br. w historycznej Sali Koronacyjnej Karola Wielkiego Ratusza w Akwizgranie, gdzie już po raz siódmy wręczymy nagrody POLONICUS.

Tegoroczną nagrodą Polonii POLONICUS 2015 zostaną uhonorowane osobistości, które swoim działaniem i postawą przyczyniają się do poprawy dialogu polsko-niemieckiego oraz aktywnie wzbogacają kulturę polską w Europie i w świecie. Wręczając tę nagrodę Polonia chce wyrazić swoją wdzięczność i szacunek za wyjątkowe zaangażowanie na rzecz integracji i wzbogacenia życia Polaków w Niemczech w aspekcie wzajemnego poznawania się we wspólnej Europie.

W tym roku nagrodę POLONICUS otrzyma prof. Gesine Schwan za wieloletnie zaangażowanie w rozwój dialogu polsko-niemieckiego w wymiarze europejskim.

Prof. Jan Miodek uhonorowany zostanie za dynamikę popularyzacji kultury języka polskiego wśród Polonii na całym świecie.

Nagrodę POLONICUS 2015 otrzyma również ks. Prałat Stanisław Budyń, Rektor Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech, za wkład w życie duchowe Polaków i wspieranie organizacji na rzecz życia polonijnego w Niemczech i w Europie.

Nagrodę honorową wręczymy stacji telewizyjnej TVP Polonia za całokształt misji medialnej na rzecz przekazu dla, i o Polonii w Europie i na całym świecie.

Gala Polonii z prestiżową dla Polonii nagrodą POLONICUS objęta jest patronatem Marszałka Senatu Rzeczypospolitej Polskiej Bogdana Borusewicza. Muzyczną oprawę wieczoru zapewni Chór Polskiej Misji Katoliciej „Benedictus” z Dortmundu.

 

Tegoroczna Gala Polonii zorganizowana przez Polregio e.V. i Instytut Polonicus VoG, finansowana jest przez Pełnomocnika Rządu Federalnego ds Kultury i Mediów oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP.

 

Wiesław Lewicki

Przewodniczący Jury Nagrody POLONICUS

Zmieniony: Poniedziałek, 09 Marzec 2015 09:47
 
Der Krimi zur Heiligtumsfahrt PDF Drukuj Email
Autor: Webmaster   
Środa, 03 Grudzień 2014 06:12

„Eine Heilige Sache. Große Sünden – kleine Sünden“

von Renata A. Thiele

Kornelimünster 2014. Die Handlung des Romans spielt in Korneli­münster bei Aachen und betrifft einen wichtigen Teil seiner Geschichte, nämlich die Zeigung der Salvator­reliquien. Seit über Jahrhunderten pilgern alle sieben Jahre Menschenströme nach Aachen und dann nach Kornelimünster, um diese heiligen Stoffe zu verehren. Kurz vor der Heiligtumsfahrt sind aber sie zufällig nebst Kirchensilber aus der Propsteikirche in Kornelimünster entwendet worden. Die Reliquien müssen unbedingt wieder gefunden werden – denn wo keine Reliquien, da keine Heiligtumsfahrt! Was sich aus all dem ergibt, ist kein harter Krimi, sondern einer, der durch Charaktere die Spannung hält: eine engagierte Stadtführerin und einen frisch aus der Weltstadt Berlin in die vermeintliche Provinz versetzten Polizisten, die gemeinsam versuchen, die Reliquien zu finden. Es gibt da einen kleinen Ganoven, den Schuldigen des Diebstahls, und seine Freundin. Auch zwei neugierige ältere Da­men, die gerne am Eifeler Holunderlikör nip­pen und die unsere Reliquien, vorläufig retten. Und den völlig verzweifelten neuen Pfarrer Jan. Doch Gott sei Dank steht ihm seine resolute Haushälterin Frau Matzke zur Seite.

Ganz mensch­liche Schwä­chen und beinahe himm­li­sche Zufälle stehen im Verlauf der Geschichte in Wechselwirkung zueinander. Es ist ein unterhaltsamer Roman, der seine Spannung teils aus der Krimihandlung teils aus den Menschen zieht. Es gibt eben nichts Spannenderes als das Leben selbst.  

Die Protagonistin Nina Voss ist, wie die Autorin selbst, Stadtführerin, sie stammt auch aus Polen, aber damit erschöpfen sich schon die Ähnlichkeiten zwischen den beiden. Die Autorin Renata A. Thiele ist den polregio-Lesern längst bekannt, vor allem als Verfasserin der Texte über die Euregio und auch anderer Beiträge. Außerdem schreibt sie Erzählungen sowie Beiträge für Portale in Deutschland und Polen. Dies ist ihr erster Roman. 

Ihre nächste Lesung:

16.01.2015 um 19.00 Uhr: Buchhandlung Oelrich & Drescher GbR, Neustr. 10, 52249 Eschweiler

 

Eine Heilige Sache. Große Sünden – kleine Sünden. Der amüsante Beinahe-Krimi ist in Buchhandlungen in Aachen und in der Umgebung sowie unter www.kauflokal.de"> erhältlich; als E-Book unter <">http://www.amazon.de/Eine-Heilige-Sache-Gro%C3%9Fe-S%C3%BCnden-ebook/dp/B00HNYHUFO/>

 

Weitere Infos und Bestellungen: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Zmieniony: Środa, 03 Grudzień 2014 22:30
 
Radości nie było końca, czyli o Gali POLONICUS 2014 PDF Drukuj Email
Autor: Wiesław Lewicki   
Wtorek, 29 Maj 2012 00:00

 

Nagrody Polonicus 2014 rozdane! Przy ogólnym zadowoleniu i  w serdecznej atmosferze przebiegała sobotnia Gala w ratuszowej Sali Karola Wielkiego w Akwizgranie. Zacni niemieccy goście z nadburmistrzem miasta Marcelem Philippem i licznie przybyła z różnych stron Niemiec i Europy Polonia czuła sią usatysfakcjonowana udziałem w tej prestiżowej i jakże doniosłej imprezie.

Laureaci: europosłanka Róża Thun, senator Barbara Borys – Damięcka, działaczka polskiej mniejszości na Białorusi Andżelika Borys i Stowarzyszenie Wspólnota Polska (reprezentował je Krzysztof Łachmański) nagrodzeni zostali nie tylko piękną statuetką uskrzydlonego młodzieńca, ale szczerymi przejawami ogólnej sympatii i życzliwości oraz gromkimi brawami.

 

Zmieniony: Niedziela, 29 Czerwiec 2014 05:58
Więcej…
 
Euro-Forum Młodej Polonii „Śladami Karola Wielkiego” w Aachen – rozkład jazdy PDF Drukuj Email
Autor: Wiesław Lewicki   
Poniedziałek, 28 Kwiecień 2014 17:28

Spotkajmy się w Akwizgranie!

Żyjemy w czasach kiedy globalizacja i otwarte granice nie są już tylko pustymi słowami, ale czymś co w bardzo bezpośredni sposób na nas odziaływuje. Wielu młodych wyjeżdża za granicę, żeby pracować, studiować i zaczynać budować swoje życie gdzieś indziej. Tu zakładamy rodziny, uczymy się obcych języków i zaglądamy prosto w oczy naszym lękom, niepewnościom i tęsknotom. Jesteśmy młodzi, odważni i ciekawi świata. Jesteśmy Młodą Polonią. Właśnie dla nas 9-11 maja odbędzie się w niemieckim Akwizgranie Euro-Forum! Zapraszamy Was na wspólne spotkanie w mieście Karola Wielkiego! Oto nasz program - dołączcie do nas, przesyłając zgłoszenie.

 

Dlaczego Euro-Forum?

Idea Euro-Forum wyrosła z potrzeby dialogu polsko-europejskiego. Jesteśmy Polakami, którzy mieszkają w różnych krajach Europy: w Niemczech, Belgii, Holandii, Włoszech, Anglii, na Ukrainie, Białorusi, Litwie, ale też w Polsce. Łączą nas wspólne problemy i dylematy. Mamy podobne spojrzenie na świat. Borykamy się często z tymi samymi trudnościami. Dzielą nas języki, ale łączy język ojczysty. Różnice kulturowe krajów, w których mieszkamy nie są takie ważne, bo łączy nas polska mentalność. Choć jesteśmy tak inni, to wciąż mamy wiele wspólnego. Euro-Forum to dla nas szansa na wymianę doświadczeń, zawiązanie polsko-europejskich przyjaźni i poznanie innych perspektyw i punktów widzenia.

Dlaczego w Akwizgranie?

Akwigran jest miastem Karola Wielkiego, to tutaj mieszkał i stąd działał. Z jego inicjatywy powstały akwizgrańskie budowle, termy, parki. Tutaj został pochowany. Karol Wielki dążył do europejskiej jedności. We wspólnej Europie widział potencjał. My, Młoda Polonia w Europie, jak nikt rozumiemy jego ideę. Bo dlatego, że jesteśmy Polakami, ale mieszkamy w innych krajach, możemy rozumieć proces europeizacji, a nawet na własnej skórze przekonywać się co to znaczy być obywatelem Starego Kontynentu. Akwizgran też dlatego, że jest to europejskie centrum. Stąd wszędzie jest blisko. Godzina do Brukseli, dwie do Amsterdamu i Paryża. Niewiele więcej do Londynu. I do tego naprawdę nie potrzeba samolotu! Dlatego tutaj, w Akwigranie, czuć europejskość nie tylko z perspektywy Niemiec, Belgii i Holandii (na styku tych trzech granic położone jest miasto).

 

Jaki przekaz spotkania?

Akwizgrańskie Euro-Forum to coś dla ducha, intelektu i ciała. Zaczynamy w piątek w samym sercu Aachen – w Elisenbrunnen koncertem wokalnej grupy Me Myself And I, znanej między innymi z programu „Mam Talent”. W tym miejscu uczestnicy zapoznają się ze sobą i będą mieli okazję odprężyć się przy dźwiękach bardzo subtelnego brzmienia. Sobota to cały cykl spotkań w różnych punktach miasta, gdzie będziemy rozmawiać samej Europie, perspektywach młodych Europejczyków i poruszymy temat historyczny. Debaty poprowadzą goście Euro-Forum. Potem czeka nas spacer po centrum miasta śladami Karola Wielkiego. Poznamy miejsca, w których żył Władca Europy, a przy okazji podziwiać będziemy architektoniczne i naturalne uroki Aachen. Uczestnicy Euro-Forum będą mieli okazję do wzięcia udziału w Gali Polonicus z okazji Dnia Polonii, która 10 maja odbędzie się w Sali Koronacyjnej Karola Wielkiego w akwizgrańskim ratuszu.

Zapraszamy Młodą Polonię na wspólne spotkanie w Akwizgranie!

A leksandra Kolasińska

 

                                                   Program Euro-Forum i formularz zgłoszenia

Zmieniony: Poniedziałek, 28 Kwiecień 2014 19:01
 
Święto (nie)zakochanych PDF Drukuj Email
Autor: Aleksandra Kolasinska   
Piątek, 14 Luty 2014 21:22

Walentynki są dniem, który powinien łączyć, rozweselać, powodować uśmiech, i to taki w najbardziej błogim stadium. Jak co roku jednak dzieli społeczeństwo na dwie grupy o zupełnie odmiennych zdaniach.

Albo to zagraniczne, nikomu niepotrzebne święto – kochać się i sobie to okazywać przecież trzeba cały rok!, albo walentynki to okazja do kupowania czerwonych uśmiechniętych  i przesadnie słodkich serduszek, najlepiej takich na patykach i do tego jeszcze tak wielkich i tak bardzo ofoliowanych, że przez cały rok zdobią jedynie nasze biurka...

W pierwszej grupie odnajdziemy najwięcej singli, którzy nie przepadają wcale za widokiem całującach się i obejmujących się publicznie par. Jest to przecież nieestetyczne, niehigieniczne, niekulturalne i w ogóle wszystko tam jest na „nie”. Po co te całe walentynki? Można przecież kochać się przez cały rok. Nie ma potrzeby obchodzić osobnego święta. Dzień Musztardy, Międzynarodowy Dzień Płynów do Mycia Naczyń, Światowy Dzień Deskorolki i Dzień Włóczykija – te wszystkie święta nikomu nie przeszkadzają. Jedynie Walentynki są  krytykowane. Komercyjne nastawienie, obca tradycja, niepotrzebne wydawanie pieniędzy. Prawdopodobnie chodzi po prostu o to, że gdy nie mamy z kim spędzić tego dnia, jest nam jakoś tak dziwnie i obco. Wypada więc krytykować, żeby poczuć się lepiej. Ci, którzy wiodą szczęśliwe życie będąc w związku i decydują się na krytykę Walentynek najczęściej szukają po prostu wymówki. Łatwiej jest coś skrytykować i pokazać swoje negatywne nastawienie, zamiast zabrać dziewcznę do kina, upiec ciasto czy zainwestować w papierową tekturkę w serduszkiem na wierzchu. Wybór należy do nas!

Druga grupa to ci od serduszkowych lizaków, które tego dnia sprzedawane są na potęgę. To wszyscy szaleńczo zakochani, dający się porwać emocjom, zatracający się w nagłych (bądź stałych) porywach serca. Wysyłają miłosne listy, kupują mięciutkie misie z serduszkami w łapce, robią truskawkowe galaretki, kupują koszulki z podobiznami swoich ukochanych, tworzą albumy ze swoimi wspólnymi zdjęciami, inwestują w zakręcane świece, czerwono-różowe konfetti, serwetki w kolorze pudrowego różu, puszczają piosenki o tematyce miłosnej lub nawet sami śpiewają (o zgrozo!), malują serduszka na twarzach, plecach, stopach, i tak dalej, i tak dalej... Pomysłów jest niesamowicie dużo, niektóre są naprawde kreatywne i innowacyjne.


Walentynki to święto zakochanych. Istota jest dokładnie taka sama jak w Dniu Musztardy czy Deskorolki – czyli nie ma tu niczego nadzwyczajnego. Musztarda ma swoje wspomnienie w kalendarzu 6 sierpnia, tak jak i zakochani mają swoje 14 lutego. Walentynki są przywilejem zakochanych. Nie trzeba ich ani obchodzić, ani krytykować, ani ich bojkotować. Trzeba przetrwać te 24 godziny i pozwolić zakochanym na emanowanie miłosną energią na prawo i lewo – to ich dzień. A już jutro Światowy Dzień Młodzieży Islamskiej, a pojutrze Dzień Poczty!Święto (nie)zakochanych

 
KRÓTKA HISTORIA ZAKONU KRZYŻACKIEGO W PRUSACH (1226-1525) PDF Drukuj Email
Autor: Jerzy Ziaja   
Czwartek, 17 Październik 2013 18:58

Zamek Krzyżacki w Malborku - Foto Wikipedia

 

Nim udamy się do Prus musimy zrobić małą wycieczkę do Palestyny, a wracając zatrzymać się na Węgrzech....

Początki Zakonu sięgają czasów wypraw krzyżowych. W 1190 roku rycerstwo Bremy i Lubeki biorące udział w oblężeniu Akkonu (Akka, Akra) w Palestynie założyło szpital „Hospital von Jerusalem”. W 1197 roku szpital przeorganizowano w Zakon, którego pełna nazwa brzmiała „Brüder des Hospitals der Heiligen Maria der Deutschen in Jerusalem”. Prawie 100 lat szpital i Zakon pełniły służbę w Palestynie, jednak w 1291 roku Arabowie odbili twierdzę i zdobyli miasto Akkon. Wówczas Wielki Mistrz Zakonu przeniósł swą siedzibę do Wenecji, gdzie pozostał do 1309 roku.

Po niepowodzeniach w Palestynie Zakon musiał szukać nowych terenów dla swej działalności, tzn. nawracania pogan na wiarę. Jednak prawie cała Europa XIII wieku przejęła już Chrześcijaństwo. Ostatnimi bastionami pogaństwa pozostały tereny wzdłuż południowego i wschodniego Bałtyku, gdzie żyły plemiona bałtyckie, m.in. Prusów. Także na Nizinie Panońskiej można było trafić grupy koczowników (Kumanie spokrewnieni z Połowcami), którzy częściowo byli albo poganami, albo wyznawcami islamu. Nim Zakon pojawił się w Prusach zatrzymał się właśnie na Węgrzech, a dokładnie w Siedmiogrodzie (od 1211 roku), aby wyprzeć czy nawrócić plemiona Kumanów. Jednak władcy węgierscy szybko zorientowali się w zamiarach Zakonu, że ich rzeczywistym celem było znalezienie terenów pod przyszłe Państwo Zakonne, a nawracanie niewiernych było tylko pretekstem. Na początku 1225 roku wygnano ich z kraju.

Zmieniony: Poniedziałek, 28 Październik 2013 12:54
Więcej…
 
W rytmie bijącego serca, czyli koncert Me Myself And I w Aachen! PDF Drukuj Email
Autor: Aleksandra Kolasinska   
Wtorek, 08 Październik 2013 20:56

"Me Myself And I " w Rotundzie Elisenbrunnen w Akwizgranie

 

W poniedziałkowy wieczór Elisenbrunnen w centrum Aachen zatętniło  pełnowymiarowym brzmieniem. Było donośnie, zmysłowo i nieprzewidywalnie. Przechodzący przypadkiem przechodnie nie mogli uwierzyć, że sprawą całego zamieszania był tylko... ludzki głos!

Właściwie trzy głosy. Magda, Michał i Karol, czyli Magia, Majeran i Gizmo. Me Myself And I. To oni byli w ten wieczór gościem aacheńskiego centrum miasta i podbili serca polskich i niemieckich widzów, w których oczach widać było fascynację i głód tego nieklasycznego i alternatywnego dźwięku. Dźwięku, który nie wydobywa się z żadnych instrumentów, ale wydobywa się z ust i serc trzech niesamowitych osobowości.

Zmieniony: Czwartek, 17 Październik 2013 18:52
Więcej…
 
Polonijna Polonuska z polskojęzycznym Polakiem za granicą PDF Drukuj Email
Autor: Agata Lewandowski   
Środa, 25 Wrzesień 2013 06:21

Agata Lewandowski - wspsółczesna rzeźba na wrocławskiej starówce

 

W dniu 1 stycznia 2014 roku w Urzędzie Stanu Cywilnego nr 1 przy Zamku Królewskim w Warszawie weźmie ślub polonijna Polonuska – Jennifer Kowalski urodzona 12.03.88 w Chicago, USA z polskojęzycznym Polakiem za granicą Maciejem Błaszkiewiczem urodzonym 4.07.85 w Wilnie, Litwa (wtedy Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich).

Taki ogłoszenie to oczywiście fikcja dziennikarska, ale warto się zastanowić nad nomenklaturą, z która identyfikują się dzieci urodzone w polskich rodzinach mieszkających za granicą. W większości nie czują oni przynależności do Polonii. Dlaczego?  Ponieważ kojarzą ja sobie z konserwatywnymi organizacjami propagującymi głównie polski folklor. Niestety określenie Polonia również w Polsce odbierane jest przez Polaków nie intersujących się tematem emigracji z dystansem, jako zbiorowisko zakurzonych, kanapowych organizacji. Dziennikarze polscy w kraju nie zagłębiają się w sprawy polonijne, ponieważ na skutek stałego skłócenia organizacji polonijnych nie mogą wyrobić sobie obiektywnego zdania na temat faktycznej sytuacji Polaków w danym kraju. Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego  Władysław T. Miodunka w wydanym w 2008 roku przez Senat RP albumie „Druga Rzeczpospolita wobec Polonii” analizuje we wstępie pojęcia Polonii i Polaków zza granicy.

Zmieniony: Sobota, 28 Wrzesień 2013 18:24
Więcej…
 
« PoczątekPoprzednia12345678910NastępnaOstatnie »

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL
KONSULAT GENERALNY RP w KOLONII Wspólnota Polska Aachen Kulturbetrieb Aachen Karlspreis