|
Autor: Kryatyna Koziewicz
|
|
Niedziela, 28 Luty 2010 22:18 |
W ostatnim czasie sporo debatuje się o statusie Polaków zamieszkałych w Niemczech. Problem dotyczy również takich osób jak ja, która nie ma żadnych korzeni niemieckich i jest po prostu Polką zamieszkałą w Niemczech. Jakoś nigdy do tej pory nie przyszło mi do głowy, by oczekiwać szczególnego traktowania Polaków spośród wielokulturowej społeczności Niemiec. Moja tożsamość narodowa w niczym mi nie przeszkadza w posługiwaniu się językiem serca czy przyznaniem się do kultury i tradycji polskiej.
A… wszystko zaczęło się od listu berlińskiego adwokata, który w imieniu polskich organizacji w Niemczech złożył na ręce kanclerz Angeli Merkel list z apelem o formalne anulowanie prawnie obowiązującego rozporządzenia niemieckiej Rady Ministrów z 27 lutego 1940 r. na rzecz Obrony III Rzeszy, które nakazywało rozwiązanie wszelkich organizacji polskiej mniejszości narodowej w Rzeszy oraz konfiskatę ich mienia.
Ciekawe, że ów adwokat rzekomo legitymujący się, jako reprezentant Polonii do tej pory niezbyt chętnie z nią identyfikował się. Wspomniany list wywołał medialny szum do tego stopnia, że o Polakach w Niemczech zaczęto mówić na najwyższych rządowych szczeblach.
Wielostronne rozmowy zapoczątkowane zostały w Berlinie w dniu 11 lutego br. w Deuschlandhaus z udziałem niemieckiego vice ministra MSW Christoph Bergner, ze strony polskiej obecny był wice minister spraw wewnętrznych Tomasz Siemioniak.
|
|
Zmieniony: Niedziela, 07 Marzec 2010 09:11 |
|
Więcej…
|
|
Autor: Kryatyna Koziewicz
|
|
Wtorek, 23 Luty 2010 16:04 |
|
Malinowska nie ma lekko. Powiedziałbym nawet, że ma siedem światów z domkiem letniskowym położonym nad morzem. Z roku na rok przybywa jej grono znajomych, a każdy przejawia ochotę złapania oddechu nad morzem: „A może byśmy tak (...) wpadli na dzień...” - i prawie jak w piosence. Któregoś razu pozbierała tych ‘ochotników’ do kupy i zabrała do osławionej perły Bałtyku, gdzie gwiazdy kina polskiego odciskają łapki i podpisują się w Alei Gwiazd. I ja przyjęłam owo zaproszenie, choć wielbicielką morza, ze względów nawet zdrowotnych, nie jestem. Nie wspominam o monotonii spacerów po plaży tam i z powrotem. Cóż... - de gustibus. Siedząc w sympatycznym towarzystwie na tarasie w wygodnych leżakach, rozmawialiśmy o tym i owym. Wtedy Paweł, szef techniczny jednej z klinik berlińskich, zapytał: Czy możecie poszukać w Polsce szpitala z oddziałem dziecięcym, który specjalizuje się w chorobach dróg oddechowych, który potrzebuje sprzęt medyczny do diagnostyki? Owa aparatura, zaledwie jednoroczna, w związku z reorganizacją kliniki, musiała być usunięta a prócz niej jeszcze meble, kuchnia - jednym słowem cały oddział wartości ok. jednego miliona euro. - Ja znam taki jeden biedny szpital – przypomniała sobie Malinowska i zapewniła, że zaraz po przyjedzie do Berlina zadzwoni do jego dyrektora. - Ja też znam! Ja też mam taki szpital w moi mieście... - przekrzykiwano się wzajemnie. I ja zgłosiłam pomoc w poszukiwaniu odbiorcy.
|
|
Zmieniony: Niedziela, 28 Luty 2010 22:31 |
|
Więcej…
|
|
Autor: Jasiek Polański
|
|
Niedziela, 31 Styczeń 2010 10:37 |
Jak czuja się młodzi Polacy mieszkający albo urodzeni w Niemczech ? Czy chcą jeszcze nazywać się Polonią? Czy czuja się jak równouprawnieni obywatele Europy? Czy dla nich ważne jest jaki paszport posiadają, jakim językiem mówią? - drukujemy historie w odcinkach Jaśka Polańskiego – 15 letniego polskiego berlińczyka.
Z pamiętnika młodego Polaka w Niemczech…
Cześć ziomale, no to zaczynam moja nawijkę…
Kiedy urodziłem się w Berlinie nie wiedziałem nawet, że Berlin jest stolicą Niemiec i raczej było mi to obojętne. Przyszedłem na świat w czystym i jasny szpitalu Humbold Krankenhaus, w którym mama mogła minie przewijać i kąpać w osobnym pokoju. Ciągle mogli mnie odwiedzać goście. Mogli tez przynosić kwiaty mamie, z czego bardzo się cieszyła kiedy stawiała je na stoliku obok łóżka. Nie musieli przy tym zakładać fartuchów na siebie jak w polskich szpitalach ani śmiesznych plastikowych ochraniaczy na buty, ponieważ w tym szpitalu tak często sprzątano, że odwiedzający nie zdążyli nabrudzić. Wtedy nie znalem jeszcze różnic miedzy Polską i Niemcami i świat wydawał mi się idealny. Kiedy przynieśli mnie do domu okazało się, że nie jestem jedynym dzieckiem, bo mam o dwa i pół roku starszą przez co już bardzo mądrą siostrę. Moja siostra lubiła mnie dopóki nie zacząłem raczkować, a i teraz lubi mnie wybiorczo z reguły wtedy, kiedy coś ode mnie potrzebuje. Myślę, ze tym nie różnimy się od niemieckich rodzeństw, ani żadnych innych na całym świecie.
|
|
Zmieniony: Wtorek, 02 Luty 2010 21:49 |
|
Więcej…
|
|
|
|
|
|
Strona 1 z 19 |