Home » Felietony » Łańcuch ludzi dobrej woli

najnowsze wydanie!

2010_02

info z miasta

AChen_special

informacje


Kursy NBP z 07-09-2010
walutaskupsprz. 
USD3.02463.0858st
EUR3.89423.9728st
Super Mario

ogłoszenia drobne

Alicja
Poszukiwana pomoc domowa w Aachen-Burtscheid 2 x okolo 4 godz. w miesiacu Alicja BloemerTel.: 44 50 375 Putzhilfe gesucht in Aachen-Burtscheid2 x ca. 4 Std. im MonatAlicja BloemerTel.: 44 50 375Więcej…
Szukasz pomocy domowej?
Sumienna Gosposia przejmie opiekę  nad gospodarstwem , zaopiekuje się chorym, dobrze gotuje, zna podstawy języka niemieckiego. Tylko poważne oferty prosi przesyłać na adres Redakcji...Więcej…

Sonda

Jak oceniasz nasz portalik?
 
 
Łańcuch ludzi dobrej woli Email

Malinowska nie ma lekko. Powiedziałbym nawet, że ma siedem światów z domkiem letniskowym położonym nad morzem. Z roku na rok przybywa  jej grono znajomych, a każdy  przejawia ochotę złapania oddechu nad morzem: „A może byśmy tak (...) wpadli na dzień...” - i prawie jak w piosence. Któregoś razu pozbierała tych ‘ochotników’ do kupy i zabrała do osławionej perły Bałtyku, gdzie gwiazdy kina polskiego odciskają łapki i podpisują się w Alei Gwiazd.
I ja przyjęłam owo zaproszenie, choć wielbicielką morza, ze względów nawet zdrowotnych, nie jestem. Nie wspominam o monotonii spacerów po plaży tam i z powrotem.
Cóż... - de gustibus.
Siedząc w sympatycznym towarzystwie na tarasie w wygodnych leżakach, rozmawialiśmy o tym i owym. Wtedy Paweł, szef techniczny jednej z klinik berlińskich, zapytał: Czy możecie poszukać w Polsce szpitala z oddziałem dziecięcym, który specjalizuje się w chorobach dróg oddechowych, który potrzebuje sprzęt medyczny do diagnostyki? Owa aparatura, zaledwie jednoroczna, w związku z reorganizacją kliniki, musiała być usunięta a prócz niej jeszcze meble, kuchnia - jednym słowem cały oddział wartości ok. jednego miliona euro. - Ja znam taki jeden biedny szpital – przypomniała sobie Malinowska i zapewniła, że zaraz po przyjedzie do Berlina zadzwoni do jego dyrektora.
- Ja też znam! Ja też mam taki szpital w moi mieście... - przekrzykiwano się wzajemnie.
I ja zgłosiłam pomoc w poszukiwaniu odbiorcy. Odczekałam dwa dni, po czym z ciekawości zadzwoniłam do pierwszej deklarującej pomoc w poszukiwaniu. Koleżanka była nieco zmieszana, w końcu powiedziała, że jeśli chcę, to mogę  się tym zająć. Ucieszyłam się bardzo. Mam znajomych lekarzy w Opolu, moje dwie przyjaciółki są lekarkami, jedna z nich jest nawet pediatrą więc z darem nie powinno być problemu. Od razu zadzwoniłam z propozycją, która została przyjęta bez wielkiego entuzjazmu, choć – trzeba przyznać - podziękowano za moje zaangażowanie. Obiecano podzwonić do szpitala dziecięcego, ZOZu i Bóg wie gdzie jeszcze. Po upływie tygodnia otrzymałam odpowiedź, że nie ma chętnych, że szpitale chcą nowy sprzęt, a zresztą są fundusze unijne więc sobie jakoś poradzą. Ok. Przełknęłam gorzką pigułkę niepowodzenia misji. Entuzjazm opadł ale nie rezygnowałam dzwoniąc na własną rękę do innych szpitali w Polsce. Za każdym razem słyszałam tę samą albo podobną odpowiedź. Wyżaliłam się wtedy mojej znajomej przez telefon z fiaska misji, a ona obiecała przedzwonić i również włączyć się w akcję. Po godzinie oznajmiła, że jest lekarz w Polsce, który się tym zajmie i zabierze wszystko, co jest w dobrym stanie technicznym. Ma nawiązać kontakt z kliniką, przyjechać z ekspertem, zorganizować transport...
Dalej wszystko poszło, jak po maśle. Paweł ucieszył się, że sprzęt trafi do Polski. Cieszyliśmy się wszyscy i byliśmy szczęśliwi, bo okazało się, że mali pacjenci nigdy jeszcze nie mieli tak wygodnych łóżek, że sprzęt okazał się być wysokiej jakości i tylko niektóre meble uszkodziły się w czasie transportu. Drobiazg. Ponoć dla  burmistrza miasta, dla personelu szpitala, lekarzy moment przekazania owego sprzętu był bardzo wzruszający. Słyszałam to tylko z relacji, bo nie było mnie przy tym, ale cieszyłam się, że moja misja zakończyła się sukcesem.
Kiedy znajomi dowiedzieli się o przekazaniu daru dla dzieci w okresie, kiedy organizował się Sztab WOŚP - zaraz wykorzystano ten fakt, jako nasz zbiorowy sukces, bo też był on zbiorowy! A kiedy wieść rozniosła w szerszym gronie ktoś przypomniał sobie, że mam w tym niemałą zasługę, ba! chciano mnie nawet typować do odznaczenia. Rozbroiła mnie ta propozycja i oczywiście zaoponowałam, jako że nie zajęłam się sprawą dla tzw. sławy o chwały.
Ostatni Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przypomniał mi o tym wydarzeniu, bo - jak co roku przed imprezą - dzwoni do mnie Malinowska przypominając „ A  ja  o tym pamiętam - mówi – wiem, że gdyby nie ty...”.
Jest mi przyjemnie. Może jestem próżna, ale uważam, że pamięć czynienia dobra powinna być bardziej pielęgnowana niż konserwowanie zawiści, potknięć i niemocy. Zawsze w inicjatywach zbiorowych ważne są efekty pracy wielu ludzi. I dobrze jest o tym pamiętać.

Krystyna Koziewicz

 
Kongres Polonii Niemieckiej KONSULAT GENERALNY RP w KOLONII Wspólnota Polska Aachen Kulturbetrieb Instytut Polski Aachen Karlspreis Polen Travel Ignis Teraz Polska DI Dan