Home

Wydania Polregio !

informacje


Kursy NBP z 08-02-2012
walutaskupsprz. 
USD3.12943.1926st
EUR4.12864.2120st
szkolenia bhp

ogłoszenia drobne

Pomoc domowa poszukiwana
Putzhilfe gesucht in Aachen-Burtscheid. 4 Stunden alle 14 Tage. Tel. 0241-44 50 375   oder   96 90 920Więcej…

Sonda

Jak oceniasz nasz portalik?
 
 
Człowiek śpi, oddycha, serce pracuje PDF Drukuj Email
Autor: Agata Lewandowski   
Poniedziałek, 06 Luty 2012 16:42
prof. Jan ZierskiCzłowiek śpi, oddycha, serce pracuje  - spotkanie z profesorem Janem Zierskim – neurochirurgiem  urodzonym we Lwowie, wykształconym w Polsce, mieszkającym w Niemczech.
Spotykamy się w kawiarni na Oliverplatz w Berlinie, tuż przy praktyce lekarskiej, w której profesor Jan Zierski udziela  konsultacji.  Jest już na emeryturze i ograniczył znacznie czysto manualne czynnosci chirurgiczne. Powiada, że ma teraz wiecej czasu ale jest też bardziej zajęty. Kawiarnia jest samoobsługowa, więc profesor proponuje, że jako mężczyzna - sam stanie w kolejce. Jestem ciekawa,  co profesor zamówi. Wraca z olbrzymimi dwoma kubkami, pełnymi gęstej ciemnej czekolady, przykrytej  grubo bitą śmietaną. Wspomina z uśmiechem, jak miał 20 lat i pierwszy raz pił czekoladę z bitą śmietaną w czasie podroży służbowej ze swoim szefem w Zakopanem…
- Panie Profesorze, czy trzeba sobie w życiu dogadzać ?
Jan Zierski: No może nie dogadzać, ale nie należy się umartwiać.
- Twierdzi to Pan z doświadczenia ilu-letniej praktyki lekarskiej ?
Żeby to policzyć,  trzeba maszynę do liczenia, w 63 roku dostałem dyplom, to znaczy, że już jako lekarz 48 lat praktykuję.
- Nie wygląda Pan  na swój wiek…
Oczywiście, wyglądam na swój wiek, jeżeli biorę centymetr i zmierzę się w pasie, albo jeżeli Pani weźmie lustro, a ja pochylę głowę – to Pani to wyraźnie zobaczy. Ja, niestety, nie uprawiam sportów. Kiedyś  grałem w tenisa, ale od kiedy mój nauczyciel umarł,  chociaż był zupełnie zdrowy – to przestałem. Moim zdaniem, w pierwszym rzędzie to geny decydują o długowieczności. Rzecz jasna, należy się ruszać. Moi rodzice oboje dożyli prawie do 90 -tki i byli bez zbytnich wysiłków w dobrej formie.  Liczy się, żeby być młodym w głowie. Uważa się, że umysłowa aktywność zapobiega demencji, chociaż nie do końca, bo jak się weźmie pod uwagę choćby profesora  Waltera Jensa, prezesa PEN CLUBu – eseistę, retoryka, intelektualistę pierwszej wody, a jednak  dotkniętego  Alzheimerem.  I to jest dziwne, ale lepiej być aktywnym niż nie.
- Co jest najważniejsze Panie Profesorze ?
Nie dać się złapać dziennikarkom na takie pytanie. Czasami podczytuję przed snem czasopisma kobiece mojej żony. Tam szczególnie aktorzy lubią opowiadać o swoim życiu, wkładają to w filozoficzną ramkę i dodają przemyślenia na temat tego, co warto „przeżyć w życiu”. A w zasadzie sprowadza się to do bardzo prostych banalnych spraw. Trzeba być zadowolonym ze swojego życia i ze swojej rodziny. Mnie się wydaje, że rodzina to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu, szczególnie jeśli dochodzi się pewnego wieku. Niektórzy kompensują sobie to przez przyjaciół, czyli rodzinę zastępczą. Ale najważniejszą jest możliwość bycia w bliskim związku z drugą osobą – czy to będzie matka, czy ciotka, czy przyjaciel. Żeby umieć zbudować i utrzymać bliski związek. A reszta… (profesor macha ręką).
- Czy Pan kiedyś myślał, że będzie profesorem?
Urodziłem się we Lwowie, ale nie wiedziałem o tym, dopóki nie zacząłem myśleć. I jak każdy mały chłopiec chciałem być strażakiem. Na tydzień przed egzaminami na studia zastanawialiśmy się z kolegą w Łodzi, na co chcemy zdawać.  A był to rok 1957, tuż po odwilży. Kolega mówi, no to złóżmy na dziennikarstwo . Ale chwała Bogu wybito to nam z głowy!
-….niestety mi tego nikt nie zdołał  wybić! – wtrącam i śmiejemy się razem z profesorem.
Miałem 17 lat, kiedy zacząłem w Łodzi  medycynę, a 23 – kiedy skończyłem. Od trzeciego roku studiów grałem w teatrze studenckim  o nazwie „Cytryna”, złożonym tylko ze studentów medycyny. Nocami mieliśmy  próby, a rano zasypialiśmy na zajęciach.  Zostałem jednak przy medycynie, ale po wielu latach w opinii z pracy mój ostatni szef napisał, że mógłbym też być …aktorem.  Potem w klinice organizowaliśmy co roku szopki. Także to aktorstwo przydało mi się w życiu. Na szczęście, ja nie jestem introwertykiem, mam względnie łatwy kontakt z ludźmi, co jest bardzo ważne dla lekarza. Niestety, studentów nie uczy się kontaktów z pacjentami i dlatego dochodzi do nieporozumień, szczególnie jeśli trafi się na mrukliwego doktora. Empatii nie uczy się w czasie studiów, albo ktoś ją ma, albo – nie. A jeśli i nie ma empatii, to też może być dobrym lekarzem, ale lepiej wtedy, żeby został naukowcem i pracował w laboratorium, a nie z pacjentem.
-Dlaczego wybrał Pan specjalizację w zakresie  neurochirurgii?
To kolejny przypadek w moim życiu. W trakcie studiów zafascynował mnie wykład o neurochirurgi, a może bardziej sama osobowość wykładowcy, który był inny, oryginalny. W międzyczasie miałem pierwszą miłość, która specjalizowała się w psychiatrii, więc przez chwilę myślałem, że zostanę też psychiatrą, ale skończyło się na neurochirurgii.
-Czy planował Pan kiedyś wyjazd na stałe zagranicę ?
To był kolejny przypadek w moim życiu. Mój szef w Łodzi załatwił mi stypendium do Francji, gdzie byłem akurat w czasie słynnej rewolty studenckiej w 68. Zrobiłem doktorat, a za rok udało mi się wyjechać na wakacje do Wielkiej Brytanii i już nie wróciłem. Czyli cały czas jestem na wakacjach.
-Jak trafił Pan do Niemiec?
W Anglii byłem już z rodziną, więc miałem odpowiedzialność za nią. Napisałem podanie o pracę do RPA, Szwecji i Niemiec. Zaprosili mnie do Giessen. Tam zrobiłem habilitację, apotem starałem się o posadę w Berlinie.  Mój wyjazd nastąpił z powodów zawodowych. Chciałem się rozwijać i ani jednego dnia za granicą nie byłem bez pracy. Nikt mnie z Polski ani nie wyrzucał, ani przeszkadzał.
-Jak dał Pan sobie radę ze znajomością języka ?
Moja mama była z pochodzenia Niemką. U nas w domu mówiło się po polsku, ale jak byłem niegrzeczny, to mama krzyczała na mnie po niemiecku i to mi się bardzo przydało potem. Jako                  4-letnie dziecko bawiłem się we Lwowie po niemiecku. Potem miałem nawet problemy w Łodzi, bo dzieci na podwórku przezywały mnie Hitler. Za to w liceum  nauczycielka od niemieckiego bała się mojej mamy i miałem dobre stopnie. Nigdy tego niemieckiego się nie uczyłem. Czasem robiłem i robię błędy językowe, czasem mylę rodzajniki …i „niech se je robię dalej’ (profesor wzrusza ramionami, uśmiechając się przekornie). Moja córka, urodzona w Anglii, mówi po niemiecku bez akcentu. Natomiast  żona jest prawnikiem z zawodu, a dla prawnika język to podstawa, więc niestety musiała zrezygnować z zawodu.
-Po czym poznać dobrego lekarza ?
Nie da się tak od razu go rozpoznać. Może to być straszny typ i pytać pacjenta na dzień dobry: „Czego tu pani chce?” Dla pacjenta jest ważne, żeby lekarz miał z nim dobry kontakt, był współczujący, żeby go wysłuchał. Pacjent coś takiego lubi i potrzebuje, ale czasem taki „miły lekarz” może być kompletną „nogą” lekarską. Czasem nawet moja żona prosi, jak ją coś boli – poleć mi dobrego lekarza, a ja nie wiem, co jej odpowiedzieć. Lekarz, który nawiązuje kontakt z pacjentem, jest psychoterapeutycznie dobry. W przypadku chirurga ważne są zdolności manualne oraz szybkość podejmowania decyzji.
-Moje pierwsze spotkanie z Panem odbyło się przy konsultacji w sprawie operacji guza mózgu mojej 25-letniej przyjaciółki.  Obejrzał  Pan zdjęcia tomografii komputerowej, a potem spokojnie wytłumaczył – tu wejdę, tu zamknę, tu wyjdę i koniec operacji. Byłam całkowicie zaskoczona pewnością, z jaką Pan opisywał operację mózgu – jakby było to lżejsze od wyrywania zęba.  
Ludzie chcą gwarancji , a ja tego im nie dać nie mogę. Lekarz powinien powiedzieć pacjentowi to, co uważa za słuszne, ale też dodać, że inny lekarz może mieć inną opinie. W trudnych przypadkach proszę o konsultacje kolegów, szczególnie w przypadku schorzen kręgosłupa, gdzie leczy się ból jako jedyny objaw.  Pacjenci pytają: „Muss operiert werden?” ( tłum: Czy trzeba operować?) A ja odpowiadam: „Nein, es kann oder es sollte” ( tłum: Nie trzeba, ale można albo powinno się ). Trwa debata teraz, że operuje się za dużo. Niestety, następuje przeniesienie wielu paramwtrow przemyslowych do medycyny. Dlatego, jeżeli kierownictwo szpitala stwierdzi w danym roku, że było mniej operacji, to wszyscy zaczynają operować więcej, żeby nie zamykać oddziałów i uniknąć zwolnień. Nie da się w medycynie dostosować ilości zabiegów do ilości personelu. Podobnie z nauczycielami – kiedyś było ich podobno za dużo, ale to nieprawda , bo im więcej nauczycieli, tym lepiej wykształcone społeczeństwo.
- Czy się rożni  lekarz polski od niemieckiego? Polacy od Niemców?
Nie powiem,  żeby się różnili. Raczej rożni się w Polsce lekarz w państwowej służbie zdrowia od lekarza, prowadzącego własną praktykę. Mam wrażenie, że pacjent w Niemczech mniej jest lekceważony niż w Polsce. Dwa albo trzy razy do roku jeżdżę na konferencje do Polski.  Kiedy przyjechałem do Niemiec, w 1972 roku  to było  tu 220 neurochirurgów i wszyscy się dobrze znali.  W tej chwili jest ich 1500 i nikt się nie zna. Nie ma powodu, żeby polskich lekarzy uważano za słabiej wykształconych niż lekarzy zachodnich. Tutaj  jest o wiele więcej pieniędzy na opiekę zdrowotną. Obiektywne wskaźniki stanu zdrowia społeczeństwa w Polsce są gorsze z powodu braków finansowych.   Koldzy którzy wyjechali naleza do zyciowo aktywnych   alke  było podwójnie trudno, bo zmieniając miejsce pracy  schodzi się o stopień niżej w karierze zawodowej.
- Kim Pan jest ?
Jan Zierski, urodzony we Lwowie, mieszkający w Niemczech. Trudno powiedzieć. Moim językiem jest polski. To jest język, którym najlepiej władam, w którym czytam, w którym się wychowałam. To jest mój język ojczysty.
- Co to jest narodowość ?
Przypadek zrządził, że człowiek urodził się np. w Brazylii. Narodowość  jest tam, gdzie się wychował, co mu dał dom rodzinny.  Kwestia narodowości będzie coraz mniej istotna. Liczy się miejsce, do którego człowiek czuje się przywiązany. Czy narodowość  tak naprawdę jest ważna? Ludzie, którzy nie potrafią zaadoptować się w obcym kraju, lądują w swoim narodowym getcie. Źle się czują. Są przecież Polacy w Berlinie, którzy nie znają niemieckiego, nie czytają niemieckich gazet, więc nie mogą mieć pretensji, że nie jest im tak dobrze, jak innym.
- Czy Włosi mają  swoją „Italię” za granicą ? W Ameryce są oni po prostu Amerykanami! Można mieć korzenie, można czuć się związanym z tym krajem, można go lubić. Moi dziadkowie byli mordowani z jednej strony przez Niemców, a z drugiej – przez Rosjan. Trzeba mieć ciągłość historyczną. Moja córka mówi po polsku z akcentem niemieckim. Czuje się „angesprochen” jeśli mówi sie do niej po polsku i o Polsce, ale jest zupełnie zintegrowana z Niemcami i z innymi obcokrajowcami. To wszystko się już teraz rozpływa.
- Czym jest życie widziane z perspektywy doświadczonego człowieka i neurochirurga?
Człowiek śpi, oddycha, serce pracuje. Stara się wiedzieć, do czego chce dążyć, nie zawsze się to udaje. Ważne jest coś zostawić po sobie, ale z drugiej strony o ludziach, którzy umarli, szybko się zapomina. Trzeba się starać  zrobić, to co jest nam dane w tych kilkudziesięciu latach, wykonać jak najlepiej. Więcej nie możemy. Wszystko jest przypadkiem, i to że ktoś zdobywa pozycję wyższą niż inni i jest czasem też przypadek oparty na pracowitości.  Przez przypadek przyszliśmy na świat. Przez przypadek odchodzimy. Po chorobie należy żyć tak, jakby jej nie było. To, że ktoś jest sławny to też przypadek. Tak naprawdę to inni robią z nas „sławnych”. Teraz jest moda, że wiele sław opisuje swoje przeżycia podczas choroby, ale takie same problemy mają przecież tysiące innych osób, o których nikt nie pisze.
rozmawiała Agata Lewandowski
 
BLOCZEK 25. lutego 2012 w Dusseldorfie - ZAPRASZAMY ! PDF Drukuj Email
Autor: Wiesław Lewicki   
Niedziela, 29 Styczeń 2012 09:36
 
"Nic dwa razy się nie zdarza" - żegnamy Wisławę Szymborską PDF Drukuj Email
Autor: Wiesław Lewicki   
Czwartek, 02 Luty 2012 19:29

Wczoraj wieczorem w wieku 88 lat zmarła Wisława Szymborska – jedna z najbardziej cenionych poetek, laureatka literackiej Nagrody Nobla z 1996 roku. Słowa żalu oraz wspomnienia płyną od polityków, znawców literatury, przyjaciół noblistki oraz zwykłych ludzi z Polski i zza granicy.

- Zgasło wielkie światło polskiej poezji - mówił Stefan Chwin.

- Umarła spokojnie, we śnie – powiedział sekretarz noblistki Michał Rusinek.

 

Premier Donald Tusk wspominając Szymborską stwierdził, że była ona „uważnym świadkiem naszych codziennych zmagań w XX wieku„. - Umiała o nich mówić takim językiem, który – jeśli chciało się słuchać – otwierał nas ku sobie, z prostego powodu, bo sięgał do naszych najgłębszych ludzkich uczuć – stwierdził.

- „Nic dwa razy się nie zdarza„, a skoro tak, to każda chwila i każda myśl są wyjątkowe, bo już nigdy się nie powtórzą. Jej wiersze miały charakter listu – tak to odbierałem – po który każdy może sięgnąć i odnaleźć własne myśli – mówił Tusk podkreślając, że noblistka nigdy „nie czekała na honory”.

Zmieniony: Sobota, 04 Luty 2012 17:29
Więcej…
 
Emigranci od zera do milionera PDF Drukuj Email
Autor: Piotr Włoczyk   
Środa, 01 Luty 2012 19:10
Hotele, firmy handlowe, gastronomia – Polacy z sukcesem prowadzą za granicą biznesy

– Zaczynałam od obierania ziemniaków – wspomina Ewa Chilińska-Baftija, rodowita krakuska, od 1989 r. mieszkająca w Austrii. – Wszystkie dyplomy mogliśmy sobie powiesić na ścianie. Mój mąż, choć jest historykiem, pracował w tartaku.

Pani Ewa przyjechała do obcego kraju z rodziną i bez pieniędzy. – Z pierwszą pensją poszłam do sklepu i zamiast mleka kupiłam kwaśne mleko. Wtedy postanowiłam, że nie będę ciemniakiem i nauczę się niemieckiego – opowiada. – Zrobiłam też w Austrii prawo jazdy. I to bez tłumacza. Nie było dla mnie rzeczy niemożliwych.

Dziś prowadzi dwa hotele w Ramingstein w regionie salzburskim. Jak z pomocy kuchennej awansowała na bizneswoman? Do zakupu pierwszego obiektu zachęcił ją brat. – Powiedział: „Jest taki stary hotel, kup go, bo ty masz chyba dobrą rękę do biznesu" – wspomina rozmówczyni „Rz".

Wzięła kredyt, zrobiła remont. Potem przez lata budowała markę hotelu Gasthof Durigon i zabiegała o klientów. Biznes zaczął się kręcić. Za sukcesem pierwszego hotelu przyszedł pomysł na zakup drugiego.

Polkę docenili hotelarze z Ramingstein. W zeszłym roku wybrali ją na prezesa izby turystycznej. Promuje gminę za granicą, we wrześniu na targach turystycznych zachęcała Polaków, by na wypoczynek wybrali się właśnie tam. – Od kiedy została prezesem, przyjeżdża do nas coraz więcej gości. Jej pracę i ja, i hotelarze oceniamy wzorowo – podkreśla Franz Winkler, burmistrz Ramingstein. Zaznacza, że dzięki Chilińskiej-Baftii turyści przyjeżdżają nawet latem. Wielu z nich to Polacy. W ściąganiu ich do Austrii pomaga założone przez Chilińską-Baftiję biuro podróży w Krakowie.
Zmieniony: Sobota, 04 Luty 2012 17:31
Więcej…
 
Karnawał PDF Drukuj Email
Autor: Wiesław Lewicki   
Niedziela, 29 Styczeń 2012 09:59
Karnawał to przede wszystkim okresów balów i zabaw. Jego rozpoczęcie oficjalnie następuje w dniu Trzech Króli czyli 6 stycznia, jednak wiele osób uważa za datę jego rozpoczęcia Nowy Rok. Koniec karnawału jest jednak o wiele bardziej jednoznaczny i wypada w Środę Popielcową.

Sam karnawał ściśle kojarzy się jednak z szaleństwem noworocznym oraz z nadrabianiem strat w zabawach i balach, które wstrzymywał skutecznie okres adwentu. Oczywiście rozpatrując w ten sposób samo istnienie karnawału równie dobrze można powiedzieć, że jest on przejawem szampańskiej zabawy przed okresem Wielkiego Postu, który poprzedza Święta Wielkiej Nocy. Zwłaszcza na to tłumaczenie wskazuje sama nazwa „karnawał”, ponieważ rozdzielając na odpowiadające człony w języku włoskim, otrzymamy znaczenie pożegnanie mięsa, co jednoznacznie można skojarzyć z zapowiedzą nastania postu.

Chcąc wyczerpać temat badania pochodzenia samego słowa należy także zajrzeć do starożytnego Rzymu. Inne rozwiązanie pochodzenia słowa karnawał możemy przedstawić jako pochodną od łacińskiego znaczenia wóz w kształcie okrętu. Mowa by była w tym momencie o wozie, który uczestniczył świętu ku czci Izydy, a następnie w późniejszych czasach Dionizosa właśnie w starożytnym Rzymie. Wóz ten był nieodłącznym elementem procesji świątecznej poświęconej wcześniej wspomnianym bogom rzymskim. Poza dużymi skupiskami miejskimi także spotykamy coś na wzór karnawału. Niektórzy badacze twierdzą że dzisiejsza forma wywodzi się właśnie z okolic rolniczych, a na poparcie swoich tez wskazują kilka faktów. Jednym z tych faktów jest wskazanie na ludowe tańce przy ognisku, najczęściej w formie koła, które nasilały się zwłaszcza w okolicach trwania dzisiejszego karnawału. Drugim wskazywanym faktem na poparcie tezy wywodzenia się karnawału z agrarnych terenów jest kult płodności oraz zwyczaj wysokich skoków na przebłaganie bogów i uzyskanie wysokich plonów adekwatnych do wysokości samych skoków. Skoki oczywiście przybierały formę tańca, dlatego też przyrównanie do zabawy karnawałowej.
Zmieniony: Środa, 01 Luty 2012 19:08
Więcej…
 
III edycja Konkursu "BYĆ POLAKIEM" - zapraszamy Młodą Polonię do wzięcia udziału w konkursie PDF Drukuj Email
Autor: Wiesław Lewicki   
Niedziela, 15 Styczeń 2012 19:46

Jesteś młodym Polakiem? Mieszkasz poza granicami Ojczyzny? Chcesz podzielić się z nami wspomnieniami o Polsce? Zgłoś się do Konkursu „Być Polakiem” i wygraj wakacyjny wyjazd do Polski!
13 grudnia 2011 r. w Ambasadzie Polskiej w Berlinie miała miejsce uroczysta inauguracja Konkursu „Być Polakiem”. Członkowie Jury doprecyzowali cele Konkursu na najbliższy rok:
•    Uświadomienie i umacnianie tożsamości narodowej
•    Poznanie historii Polski splecionej z historią swojej rodziny
•    Kultywowanie języka polskiego
•    Określenie swojej roli jako Polaka w kraju zamieszkania
•    Ukazanie bogactwa dwukulturowości

Pierwsza edycja Konkursu poświęcona była 30-tej rocznicy powstania i rejestracji Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” i wzbudziła ogromne zainteresowanie wśród młodzieży polonijnej.

Tegoroczna edycja Konkursu ma przybliżyć Polskę i jej historię młodym ludziom. Będzie to forma zaproszenia młodzieży do osobistej refleksji nad potrzebą kultywowania polskich tradycji i języka oraz rolą Polaków w kształtowaniu europejskiego i światowego dziedzictwa. Chcemy w ten sposób zachęcić młodzież do poszukiwania polskich śladów i wpływu Polaków na rozwój krajów w których obecnie mieszkają.
Będzie to z pewnością ciekawa i pouczająca lekcja patriotyzmu. Przewidujemy udział w Konkursie dzieci i młodzieży w wieku 8-25 lat mieszkającej i uczącej się w krajach Europy, Ameryki Północnej i Południowej, Afryki, Azji, Australii. Formą prac konkursowych będą prace pisemne i multimedialne.

Aby wziąć udział w Konkursie musisz wypełnić Formularz Zgłoszeniowy oraz przesłać swoją pracę zgodnie z Regulaminem. Zapoznaj się z tematami prac w swojej grupie wiekowej i do 31 marca podziel się z nami swoimi pomysłami. Decyduje data stempla pocztowego.

Na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody, w tym wyjazd do Polski w czasie wakacji!

W załączeniu::

Kalendarz konkursu     Regulamin konkursu      Formularz zgłoszeniowy

Zmieniony: Niedziela, 29 Styczeń 2012 10:04
 
Bigos i ciemne okulary. O stereotypach polskich i niemieckich PDF Drukuj Email
Autor: Krystyna Koziewicz   
Czwartek, 12 Styczeń 2012 19:56

Każde społeczeństwo ma wspólny kod kulturowy. Zarówno Polaków jak i Niemców łączy język, tradycja, historia i zwykła ludzka mentalność.
W zasadzie można powiedzieć, że o Niemcach wiemy bardzo wiele, choć moim zdaniem wciąż za mało ich znamy. Podobnie jest z nami. Zresztą, oni patrzą na nas, na nasz kraj innymi oczyma.
Od 22 lat mieszkam w Berlinie, aktywnie działam w środowisku polonijnym, uczestniczę w spotkaniach kulturalnych, politycznych, biznesowych, turystycznych. Ale mieszkam też wśród Niemców, zaprzyjaźniona jestem z Niemcem, pracowałam w niemieckiej firmie.

Początki  życia w obcym mi otoczeniu  nie spowodowały zmian w moim zachowaniu. Byłam sobą, zachowywałam się normalnie, bez cienia kompleksu: mówiłam po polsku, nosiłam dżinsowe ciuchy – szczyt elegancji na owe czasy. Dziwiła mnie tylko reakcja Niemców na mowę polską, w ich oczach widziałam naboje gotowe do strzelania. Któregoś razu usłyszałam w metrze od ‘gotującego się ze złości” starszego pana, że „hier spricht man Deutsch”. Podobna sytuacja spotkała mnie, kiedy z wnuczkami w autobusie gawędziliśmy po polsku, co doprowadziło starsze małżeństwo do furii bo strasznie zgrzytali zębami. Obserwując ich złość mieliśmy świetny ubaw. Jeśli kiedykolwiek spotkałam się z demonstracją wrogości wobec Polaków to przeważnie byli to ludzie starszej generacji.  W pracy senackiej, gdzie do czynienia miałam z politykami i urzędnikami państwowymi nigdy nie dawano mi odczuć, że jestem kimś gorszym,  nawet w sytuacji, kiedy kaleczyłam niemiecki.  Tylko jeden Niemiec nabijał się ze mnie, szydził i głośno ironizował, ale udawało mu się do momentu, kiedy oznajmiłam wszem i wobec, iż od następnego dnia musi sobie przynosić kanapki i kawę w termosie. „Mądralińskiego” czekała z mojej strony jeszcze jedna niespodzianka, a mianowicie wobec jego kolegów - podwładnych poinformowałam, że zrobię mu na policji Anzeige za mobing i wrogość do obcokrajowców. Ów urzędnik był do tego stopnia zaskoczony, że nagle stracił głos, a oczy zaszły chyba bielmem. Widać było najwyraźniej, że mój strzał był celny!  Zresztą to jest w moim stylu, zawsze czekam na właściwy moment, kiedy we mnie ulewa się złość. Także w tym przypadku nie było inaczej, człowiek - Niemiec szydził i jako Polka czułam się z tym fatalnie. Co się później okazało, nie byłam w ogóle świadoma, że moja groźba mogła zakończyć jego karierę jako urzędnika państwowego.  Facet oprzytomniał, na drugi dzień przyszedł z przeprosinami i od tej pory byłam ostentacyjnie faworyzowana, aż mnie to wkurzało. To jeden z przykładów, kiedy doznałam od Niemca przykrości. Więcej nie było!

Zmieniony: Niedziela, 15 Styczeń 2012 20:02
Więcej…
 
WOSP - Finał PDF Drukuj Email
Autor: Wiesław Lewicki   
Niedziela, 08 Styczeń 2012 21:37
Zmieniony: Niedziela, 08 Styczeń 2012 21:47
 
Boże Narodzenie po polsku... choinka, wigilia, prezenty...i chociaż trochę śniegu... PDF Drukuj Email
Autor: Wiesław Lewicki   
Środa, 07 Grudzień 2011 21:43

Zwyczaj ubierania choinek narodził się wśród ludów germańskich przeszło 300 lat temu. W dniach przesilania zimy i nocy zawieszano u sufitu gałązki jemioły, jodły, świerka, sosny jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią, dnia nad nocą, światła nad ciemnością. Kościół chętnie przejął ten zwyczaj jako zapowiedź, znak i typ Jezusa Chrystusa. Na drzewku zawieszamy światła, bo tak często Jezus o sobie mówił, że jest światłością świata.

Pierwsza wzmianka o Bożym Narodzeniu pochodzi z 354 roku, a zamieszcza ją rzymski kalendarz. Różne były w przeszłości terminy obchodów świąt Bożego Narodzenia. Świętowano w styczniu, marcu, kwietniu, a nawet w maju.

Ostatecznie wybrano datę 25 grudnia – dzień przesilenia zimowego. Chrześcijanie ze słońcem utożsamiali Chrystusa, nazywając go „Słońcem Sprawiedliwości”.

Tajemnica Bożego Narodzenia polega na tym, że druga Osoba Boska stała się człowiekiem, aby w ciele ludzkim dokonać zbawienia rodzaju ludzkiego za grzechy. Jako Bóg jest wieczny, nieskończony, wszechobecny i wszechmocny, jako człowiek jest ograniczony czasem, przestrzenią i mocą.

Zmieniony: Czwartek, 08 Grudzień 2011 06:14
 
Aachener Weinachtsmarkt 2011 PDF Drukuj Email
Autor: Wiesław Lewicki   
Niedziela, 04 Grudzień 2011 22:47

Einer der größten und schönsten Weihnachtsmärkte Deutschlands prägt alljährlich für vier Wochen das Bild und die Stimmung der Stadt.

"Alle Jahre wieder": Der Marktplatz erstrahlt in festlichem Glanz. In der Luft liegt der Duft von Tannengrün und Bienenwachs. Vom Holzkohlegrill ziehen verlockende Rauchschwaden vorüber. Maronen schmoren im Feuer, die Märchentante blättert in ihrem großen Lesebuch. Kinder drehen auf einem alten Karussell fröhlich ihre Runden.

Über 100 Händler, Handwerker, Künstler und Gastronomen bieten rund um Dom und Rathaus ihre Waren feil. Kein Wunder, dass der Aachener Weihnachtsmarkt zu den drei größten und wohl schönsten Veranstaltungen dieser Art in Deutschland zählt. Mehr als 1,5 Millionen Besucher kommen jedes Jahr in die Stadt Karls des Großen, um ausgiebig Aachener Weihnachtsatmosphäre zu schnuppern.

Kuchen, Kerzen und Krippenspiele verlocken dabei ebenso zum Kaufen wie Gegrilltes, Getöpfertes und Gemaltes - und nicht nur die ganz Kleinen bekommen dabei vor Staunen leuchtende Augen und rote Bäckchen. Was aber wäre der Aachener Weihnachtsmarkt ohne Reibekuchen und Bockwurst, ohne Waffeln und Glühwein? Denn die lukullischen Angebote sind Hauptanziehungspunkte für viele Besucher - was die Menschentrauben rund um die Glühweinstände und die Schlangen vor jedem Reibekuchenbäckereien immer wieder eindrucksvoll beweisen.

Mehr: http://www.aachen.de/de/stadt_buerger/aachen_profil/bedeutende_ereignisse/weihnachtsmarkt/

Zmieniony: Poniedziałek, 05 Grudzień 2011 06:34
 
« PoczątekPoprzednia12345678910NastępnaOstatnie »

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL
Kongres Polonii Niemieckiej KONSULAT GENERALNY RP w KOLONII Wspólnota Polska Aachen Kulturbetrieb Instytut Polski Aachen Karlspreis Polen Travel Ignis Teraz Polska